Umysł. Jedna
wielka lodówka.
Chłód, rażące
światło, biel wprowadzająca Cię w złudnie nieograniczoną niczym przestrzeń. I
stoisz Ty. Raz po raz otwierając drzwi, stoisz oświetlony blaskiem sztucznej
żarówki, nie masz bladego pojęcia, co wyjąć, czym zaspokoić głód.
Lodówka pełna,
a jednocześnie nie ma co jeść…
Umysł
przepełniony, a jednak nie wiadomo, o czym powinno się myśleć…
Może to wynik
tego, że wcale nie jesteśmy głodni wiedzy, nie pragniemy rozmyślać, zamartwiać
się, zaglądać do najgłębszej dziury mentalności.
I oto stoi ten
Człowiek przed lodówką, otumaniony zapachem foliowych opakować na żywność.
Nie wiadomo po
co? Dlaczego?
Malutka
żaróweczka próbuje zamącić krystaliczną taflę nocy wypełniającą kuchnię, nocne
oświecenie. Na półkach szukamy świeżych, soczystych myśli, ale niestety
wszystko dawno przekroczyło datę ważności… Dlaczego więc nadal tkwi to w tej
lodówce? Ehh…
Świeci potem
ta lodówka, gwiazda na pół-czarnym niebie i Człowiek, kuchenny Neil Armstrong,
odkrywca kosmosu.. wciąż stoi. Serki, warzywa, masło, szynka, twarożek.
Zdecydowanie za duży wybór.
Tak właściwie,
to całe to nocne podjadanie jest obrzydliwie niezdrowe. Nie ma sensu narażać
się na żołądkowe rewolucje w porze snu.
Jak się
człowiek przeje, przemyśli, przepije i przegada, to potem takich powikłań doświadcza.
Niech się lepiej prześpi, zdrowiej na tym wyjdzie.
Gaśnie
światło.
Zamknięte
lodówki wrota. Wszystkie produkty pozostają w niej nienaruszone.
I tak ma być.
Nocą nie wypada tak duszy i ciała katować smakami.
Spać. Idź
Człowieku spać.
Zamknij drzwi
umysłu, nie podjadaj myśli, odpocznij od codziennej dawki pożywienia, daj
przemianie materii działać, zapomnij o dokładkach, wystarczy. Umyśle, śpij już
– dobranoc.
ɅV.



