niedziela, 5 maja 2013

[7] WARIATKA




by pheronike
Pogoda ma znakomite życie. Na weekend wyjeżdża gdzieś w dalekie trasy, zostawiając nas z tą kupą brudnych chmur poplamionych deszczem. Całe trzy wolne dni robimy pranie, suszymy, układamy, by ta, wracając do nas, od poniedziałku mogła się cieszyć czystością i świeżością… Szkoda tylko, że wtedy musimy się zabrać za swoje obowiązki i nie możemy się nią nacieszyć. No trudno… Tak to już bywa.

Nie zważając jednak na taką, przedziwnie drażniącą ludzi, kolej rzeczy, w domu Weroniki działy się rzeczy niesłychane. Wszyscy dzielni towarzysze broni, którzy codziennie walczyli z szarą rzeczywistością u boku dziewczyny, łapali się za głowy widząc to, co miało miejsce na fioletowej kanapie.

Firana z wrażenia przestała falować, a misiu aż przewrócił się na półce, gdy na jego paciorkowych oczach działy się te paranormalne zjawiska. Dziś Weronika zawstydziła samą Pogodę swoją zmiennością nastrojów.

Miś wstał i chwiejnym krokiem podreptał do poduszki, która leżała sparaliżowana tym, co wszyscy mogli obserwować. Rudobrązowy futrzak przysiadł obok niej i z rozdziawioną buzią obserwował niecodzienne zjawisko.

Weronika chodziła nerwowo po całym pokoju raz po raz rzucając słowami do samej siebie, sprawdzała wiadomości na poczcie, facebook’u, telefonie, po czym wyłączała wszystko wkurzona i dalej chodziła tam i z powrotem. Kilka razy z rozkojarzenia uderzyła w coś, raz coś zrzuciła z półki… Chyba wazon i całe szczęście, że dywan go uratował. Te jej spacerowanie po przestrzeniach pokoju (4m2) robiło się coraz bardziej niebezpieczne.

Dobrą godzinę zastanawiali się, co dziewczynie uderzyło do głowy, że wariuje już od rana i naraża ich wszystkich na uszczerbki na zdrowiu, jednak nie mogli do niej dotrzeć, jak grochem o ścianę. Z resztą… nawet jeśli waliliby kamieniami zamiast warzywem i tak nie było by odzewu. Weronika zwariowała.

Po niespełna półtorej godziny, wreszcie nastąpiła zmiana. Ku przerażeniu misia i poduszki dziewczyna rzuciła się na nich z ogromną siłą. Chwyciła w ramiona i ścisnęła tak mocno, że pluszak żegnał się już ze swoim życiem.

„Koniec. Żegnajcie przyjaciele. Zabiła mnie właścicielka!– misiu zrobił wielkie oczy, bo Wercia ścisnęła go jeszcze mocniej –„Boże, widzisz, a nie grzmisz!”

„Uspokój się Rudy” – strofowała go poduszka. „- przyjrzyj się dobrze, naprawdę nie widzisz?”

„Wolne żarty, jak mam coś zobaczyć, jak przez to postrzelone dziecko oczy mi wierzchem wychodzą!” – wydusił z siebie miś, z trudem wdychający powietrze.

„Zaraz was puści!” – zawołał Samsung-„ SMS idzie”

„To się nazywa cud techniki, no!” – wiwatował misiu. Na sygnał przychodzącej wiadomości uścisk rozluźnił się, a dziewczyna rzuciła się teraz na Samsunga.

Teraz miś zobaczył to, o czym mówiła mu poduszka. Nie mógł uwierzyć swoim oczom. Zamarł. Zrobiło mu się strasznie głupio.

„Czy… czy ona...- zawstydzony i zszokowany futrzak pokazał łapką na właścicielkę

„Tak, Misiu. Ona się uśmiecha.” – odpowiedziała poduszka. Patrzyli teraz oboje na rozpromienioną Weronikę i wybaczyli jej wszystko. Miś już dawno zapomniał o swoich agonalnych wołaniach, a poduszka odetchnęła ze spokojem. „Oby przez tą radość później nie płakała….”


ɅV.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz