piątek, 10 maja 2013

[8] MICROSOFT WOR(L)D



 
by pheronike

Każdego wieczoru kładła się ze słuchawkami w uszach, zamykała oczy i marzyła… Wystarczyło pstryknięcie palcami, by znalazła się w innym świecie, wolnym od zmartwień, chaosu, lenistwa, obowiązków i niedokończonych spraw. Jednak kiedy tylko piosenka dobiegała końca, otwierała oczy i wszystko znikało  wraz z ostatnia nutą. Świat był blady, zimny i szary jak sufit, który widziała leżąc w łóżku. „Nie podoba mi się tu.” – pomyślała, otuliła się kołdrą i zasnęła…

Znalazła się w białej przestrzeni, gdzie nic jej nie ograniczało. Chodziła to w jedną, to w drugą stronę, jeśli w ogóle można było określić jakiekolwiek kierunki. Skakała w górę i w dół, bo  tutaj wszystko było możliwe. „Haaaaaalooooooo!” krzyknęła donośnie, a na jej oczach wielkie czarne litery zaczęły opadać z hukiem na białą przestrzeń. Spodobało jej się to. Zaczęła więc bawić się słowami. Recytowała wiersze, śpiewała i opowiadała. Litery, cyfry i znaki interpunkcyjne wirowały wokół niej, aż w  końcu cała biała przestrzeń została zapisana słowami. Coraz trudniej było jej przemieszczać się pomiędzy literami. Poruszała się powoli pomiędzy lasem wyrazów, aż natrafiła na mur. Był zbudowany z trzech ogromnych klawiszy. „Backspace”, „Enter” i „Esc”. Nie wiedząc czemu, wcisnęła klawisz „Enter”. Miliony liter zaczęły się rozlewać, naginać, rozciągać i kurczyć tak, że po chwili utworzyły obraz miasta. Spacerowała teraz chodnikiem, wzdłuż swojej ulicy i zauważyła, jak Malinowska trzepała koce na 4 piętrze, co zawsze denerwowało pozostałych mieszkańców kamienicy. Jeden był naprawdę ładny, taki różowy. „Pewnie od małej Melci.” – pomyślała i przyspieszyła kroku. Chciała przebiec pod balkonem, żeby śmieci nie spadły na jej głowę, jednak zaskoczona przyglądała się temu, co wylatywało z koca. To były słowa. „Dawno, dawno temu, za górami za lasami, żyła sobie śliczna królewna….”. Dziewczyna minęła tak jeszcze wiele znanych jej osób. Zmarzniętą dziewczynę, której para z ust mówiła „Rąk już nie czuję, przeklęta zima!”, zakochanych, których pocałunek był napisany ogromnym hasłem „KOCHAM CIĘ”, a przez szybę w oknie widziała chłopca, który obchodził swoje urodziny, lecz nie powietrze zdmuchnęło świeczki, a życzenia, które wypowiedział w myślach. „Chcę być silny i duży, muszę pomóc mamusi w domu”. Jak miło jej było to przeczytać.

Ruszyła dalej i zauważyła znajomego taty, który jak zwykle wyszedł na fajkę przed klatkę. Uh, jak ją to drażniło, po co ludzie tak się trują… Zawsze, kiedy przechodziła obok palacza wstrzymywała oddech i przyspieszała tempo, tym razem nie było inaczej. Jakie wielkie było jej zdziwienie, kiedy zamiast w chmurę dymu, wpadła w chmurę słów, które dusiły jeszcze bardziej od papierosów. Odkaszlnęła, a z jej ust wypadło połknięte zdanie… „Stan pańskiej żony jest niestety bez zmian, operacja jest konieczna, ale obawiam się, że nie wiele możemy pomóc”. Popatrzyła jeszcze raz na mężczyznę z papierosem w ustach. Nie wiedziała, że pani Leosia jest w szpitalu… Ohydny ten „dym”. Wtem zobaczyła przed sobą te same trzy klawisze co wcześniej, oraz duży biały kursor. Zaznaczył słowa otaczające pana Modrzewskiego, a ona ponownie musiała wybrać klawisz. „Backspace”.

Nagle zadzwonił jego telefon. Dziewczyna widziała rozmowę. „Tak, operacja się powiodła, jej stan jest stabilny, może pan przyjechać…”. Znacznie lepiej. Mężczyzna zgasił papierosa. Przeszła tak jeszcze kilka przecznic, zmniejszała czcionkę kłótni, podkreślała ważne wyznania, wklejała obrazy do wspomnień, wycinała niepotrzebne problemy. Takim sposobem zredukowała błędy całego tekstu. Po chwili znowu pojawiły się trzy klawisze. Tym razem była pewna. Nacisnęła „Esc”. Nagle pojawiło się okienko. „Czy chcesz zapisać zmiany w dokumencie?” – „Tak”. Plik - Zapisz jako – „Nowy lepszy świat”. <<Zapisz>>. Obudziła się i zobaczyła ten sam brzydki, szary sufit. Tym razem uśmiechnęła się na jego widok. „Trzeba odmalować wszystkie ściany.” – pomyślała i energicznie wstała z łóżka.

 ɅV.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz