 |
| by pheronike |
Pogoda ma
znakomite życie. Na weekend wyjeżdża gdzieś w dalekie trasy, zostawiając nas z
tą kupą brudnych chmur poplamionych deszczem. Całe trzy wolne dni robimy
pranie, suszymy, układamy, by ta, wracając do nas, od poniedziałku mogła się
cieszyć czystością i świeżością… Szkoda tylko, że wtedy musimy się zabrać za
swoje obowiązki i nie możemy się nią nacieszyć. No trudno… Tak to już bywa.
Nie zważając
jednak na taką, przedziwnie drażniącą ludzi, kolej rzeczy, w domu Weroniki
działy się rzeczy niesłychane. Wszyscy dzielni towarzysze broni, którzy
codziennie walczyli z szarą rzeczywistością u boku dziewczyny, łapali się za
głowy widząc to, co miało miejsce na fioletowej kanapie.
Firana z
wrażenia przestała falować, a misiu aż przewrócił się na półce, gdy na jego
paciorkowych oczach działy się te paranormalne zjawiska. Dziś Weronika
zawstydziła samą Pogodę swoją zmiennością nastrojów.
Miś wstał i
chwiejnym krokiem podreptał do poduszki, która leżała sparaliżowana tym, co
wszyscy mogli obserwować. Rudobrązowy futrzak przysiadł obok niej i z
rozdziawioną buzią obserwował niecodzienne zjawisko.
Weronika
chodziła nerwowo po całym pokoju raz po raz rzucając słowami do samej siebie,
sprawdzała wiadomości na poczcie, facebook’u, telefonie, po czym wyłączała
wszystko wkurzona i dalej chodziła tam i z powrotem. Kilka razy z rozkojarzenia
uderzyła w coś, raz coś zrzuciła z półki… Chyba wazon i całe szczęście, że
dywan go uratował. Te jej spacerowanie po przestrzeniach pokoju (4m2)
robiło się coraz bardziej niebezpieczne.
Dobrą godzinę
zastanawiali się, co dziewczynie uderzyło do głowy, że wariuje już od rana i
naraża ich wszystkich na uszczerbki na zdrowiu, jednak nie mogli do niej dotrzeć,
jak grochem o ścianę. Z resztą… nawet jeśli waliliby kamieniami zamiast
warzywem i tak nie było by odzewu. Weronika zwariowała.
Po niespełna
półtorej godziny, wreszcie nastąpiła zmiana. Ku przerażeniu misia i poduszki
dziewczyna rzuciła się na nich z ogromną siłą. Chwyciła w ramiona i ścisnęła
tak mocno, że pluszak żegnał się już ze swoim życiem.
„Koniec.
Żegnajcie przyjaciele. Zabiła mnie właścicielka!– misiu zrobił wielkie oczy, bo
Wercia ścisnęła go jeszcze mocniej –„Boże, widzisz, a nie grzmisz!”
„Uspokój się
Rudy” – strofowała go poduszka. „- przyjrzyj się dobrze, naprawdę nie widzisz?”
„Wolne żarty,
jak mam coś zobaczyć, jak przez to postrzelone dziecko oczy mi wierzchem
wychodzą!” – wydusił z siebie miś, z trudem wdychający powietrze.
„Zaraz was
puści!” – zawołał Samsung-„ SMS idzie”
„To się nazywa
cud techniki, no!” – wiwatował misiu. Na sygnał przychodzącej wiadomości uścisk
rozluźnił się, a dziewczyna rzuciła się teraz na Samsunga.
Teraz miś
zobaczył to, o czym mówiła mu poduszka. Nie mógł uwierzyć swoim oczom. Zamarł.
Zrobiło mu się strasznie głupio.
„Czy… czy
ona...- zawstydzony i zszokowany futrzak pokazał łapką na właścicielkę
„Tak, Misiu.
Ona się uśmiecha.” – odpowiedziała poduszka. Patrzyli teraz oboje na
rozpromienioną Weronikę i wybaczyli jej wszystko. Miś już dawno zapomniał o
swoich agonalnych wołaniach, a poduszka odetchnęła ze spokojem. „Oby przez tą
radość później nie płakała….”
ɅV.