'Krajobrazy'
Poszła sina noc, dzień nastał
blady,
Plastikowa trawa zdobi złote
góry.
Na niebie czarne, paskudne ślady,
Smog owiał już balonowe chmury.
W dole potok słów płynie swą
drogą,
Obok pełno papierowych drzew.
Bełkot ptaków, gderać godzinami
mogą…
Ptasie radio, wrzaski – niby to
ich śpiew.
Niedaleko łąka ozdobiona
kolorami,
Wielkie kwiaty dumnie w ziemi
tkwią.
Piękne okazy zwane bilbordami
Jaskrawymi barwami lśnią.
Chłodny powiew ludzkiej
znieczulicy
Oszrania nasze porcelanowe twarze
A tam ludzie, martwe cienie na
ulicy
Wloką się upici absurdem swoich
marzeń.
Patrzę na ten zamglony pejzaż
świata,
Tam, gdzie już jest koniec tej
frazy…
Moje myśli potrzebują adresata,
Więc chodź podziwiać ze mną
krajobrazy.
taki komentarz mój, co do dzisiejszego samopoczucia...
Ciekawe skąd takie myśli,
to ja,
a może pogoda?
Kto by tam ogarniał ten świat.
ɅV.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz