![]() |
| by pheronike |
Wszyscy
zamartwiają się o stan Weroniki. Chodzi taka nadąsana, samotna, pochmurna i
choć pogoda jest tej wiosny więcej niż udana, ona godzinami przesiaduje
zamknięta od świata w swoich własnych czterech ścianach. Nie wiadomo dlaczego
woli żyć w zamknięciu, w ciasnej klatce przemyśleń, zmartwień, problemów. Nikt
nie wie dlaczego wybrała rozmowę z zakurzonymi książkami, ze starymi
pamiętnikami, ze znoszonymi ubraniami… Czyżby miały więcej do powiedzenia niż
rześkie wiosenne powietrze niosące co chwila świeżutkie wiadomości?
Patrzyła
przez okno na przechodzących ulicą ludzi i zazdrościła im tej lekkości ducha.
Ich wnętrza jakby napełnione helem unosiły się w powietrzu, oni frunęli nad
chodnikami, świergotali do siebie jak ptaki, byli kolorowymi balonikami
cieszącymi oko. Lubiła na nich patrzeć, ale z daleka.
„Zobacz,
jacy uśmiechnięci” – powiedziała do Misia, który tak jak ona, obserwował teraz
harce i figle otumanionych wiosną ludzi. „Dawno nie widziałam takiego szczęścia
i dobrze.. bardzo dobrze…”.
Otworzyła
okno by również odetchnąć tym nasyconym przeróżnymi kolorami powietrzem.
Chciała napić się świeżych zapachów, poczuć na własnej skórze dotyk lekkiej
bryzy radości unoszącej się wraz z wiatrem. To dziwne, że nie wychodzi z domu.
„Czemu
nie pójdziesz do nich?” – zapytała firana, falująca na pachnącym wietrze. „Nie
tęsknisz za tym wszystkim siedząc tu taka sama, kiedy na wyciągnięcie ręki masz
taki obrazek?”
„Nie
pójdę.” – syknęła i czym prędzej zamknęła okno. „Nie mam po co tam iść, nie
pasuję tam.”
Wzięła
do ręki pierwszą lepszą książkę i udawała, że czyta. Ani jedna literka nie
chciała trafić do jej umysłu. Bezsensownie gapiła się na strony, które ni jak
nie mogły jej przekazać żadnych wartości. Nie chciała jednak odłożyć książki,
bo wtedy znów zaczęli by pytać. Postanowiła odegrać swą rolę do końca. Dla
lepszego efektu przesuwała palec po wersach, kartkowała strony, brała głęboki
oddech i marszczyła czoło. Wszystko po to, by jej towarzystwo nie zasypywało
jej kolejnymi pytaniami. Nie chciała być dla nich niemiła, a przez takie
zachęcanie jej do wyjścia utrudniali sprawę.
Dobrze
wiedziała, dlaczego nie chce wyjść. Wokół ślicznie rozkwitały ludzkie serca,
wonne kwiaty rozprowadzały w powietrzu zapach radości i miłości. Wszystko,
dosłownie wszystko emanowało szczęściem. Ludzie byli uśmiechnięci, tak po
prostu, a to po tylu miesiącach oglądania zmartwionych ludzi, było dla jej
duszy prawdziwym ukojeniem. Co więc trzymało ją w tych ciasnych ścianach
pokoju? Co kazało przebywać w dusznym od starych spraw i zmartwień
pomieszczeniu?
Weronika
nie wychodziła bo nie czuła się na siłach, by znów udawać szczęśliwą… Całą zimę
spędziła na rozśmieszaniu misia, podtrzymywaniu na duchu poduszkę czy firanę.
Całe miesiące doradzała komórce, a stojącej w rogu gitarze poprawiała nastrój
regularnym strojeniem. Teraz chciała odpocząć. Pogoda ją zastąpi. Teraz, kiedy
wiosna zajęła się pocieszaniem zmartwionych, spokojnie może być smutna.
Wreszcie. Tak bardzo tego potrzebowała. Ileż można się uśmiechać… Usta jej już
zdrętwiały. Ten niezdrowy szczękościsk denerwował ją za każdym razem, gdy
patrzyła w lustro. Ale skończyło się. Jest teraz wolna. Dlatego nie wychodzi.
Nie chce by to wiosenne powietrze otumaniło również ją.
Jest
teraz jak taka deszczowa chmurka. Musi wylać z siebie cały żal, wypłakać,
wyczyścić ze zmartwień, zrzucić ciężar tego nagromadzonego deszczu… a potem?
Potem może hasać po niebie rozpromieniona, świeża, czyściutka. Potem. Nie
teraz. Dajcie jej czas…
ɅV.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz