środa, 1 maja 2013

[5] WIOSNA




by pheronike
Wszyscy zamartwiają się o stan Weroniki. Chodzi taka nadąsana, samotna, pochmurna i choć pogoda jest tej wiosny więcej niż udana, ona godzinami przesiaduje zamknięta od świata w swoich własnych czterech ścianach. Nie wiadomo dlaczego woli żyć w zamknięciu, w ciasnej klatce przemyśleń, zmartwień, problemów. Nikt nie wie dlaczego wybrała rozmowę z zakurzonymi książkami, ze starymi pamiętnikami, ze znoszonymi ubraniami… Czyżby miały więcej do powiedzenia niż rześkie wiosenne powietrze niosące co chwila świeżutkie wiadomości?

Patrzyła przez okno na przechodzących ulicą ludzi i zazdrościła im tej lekkości ducha. Ich wnętrza jakby napełnione helem unosiły się w powietrzu, oni frunęli nad chodnikami, świergotali do siebie jak ptaki, byli kolorowymi balonikami cieszącymi oko. Lubiła na nich patrzeć, ale z daleka.

„Zobacz, jacy uśmiechnięci” – powiedziała do Misia, który tak jak ona, obserwował teraz harce i figle otumanionych wiosną ludzi. „Dawno nie widziałam takiego szczęścia i dobrze.. bardzo dobrze…”.

Otworzyła okno by również odetchnąć tym nasyconym przeróżnymi kolorami powietrzem. Chciała napić się świeżych zapachów, poczuć na własnej skórze dotyk lekkiej bryzy radości unoszącej się wraz z wiatrem. To dziwne, że nie wychodzi z domu.

„Czemu nie pójdziesz do nich?” – zapytała firana, falująca na pachnącym wietrze. „Nie tęsknisz za tym wszystkim siedząc tu taka sama, kiedy na wyciągnięcie ręki masz taki obrazek?”

„Nie pójdę.” – syknęła i czym prędzej zamknęła okno. „Nie mam po co tam iść, nie pasuję tam.”

Wzięła do ręki pierwszą lepszą książkę i udawała, że czyta. Ani jedna literka nie chciała trafić do jej umysłu. Bezsensownie gapiła się na strony, które ni jak nie mogły jej przekazać żadnych wartości. Nie chciała jednak odłożyć książki, bo wtedy znów zaczęli by pytać. Postanowiła odegrać swą rolę do końca. Dla lepszego efektu przesuwała palec po wersach, kartkowała strony, brała głęboki oddech i marszczyła czoło. Wszystko po to, by jej towarzystwo nie zasypywało jej kolejnymi pytaniami. Nie chciała być dla nich niemiła, a przez takie zachęcanie jej do wyjścia utrudniali sprawę.

Dobrze wiedziała, dlaczego nie chce wyjść. Wokół ślicznie rozkwitały ludzkie serca, wonne kwiaty rozprowadzały w powietrzu zapach radości i miłości. Wszystko, dosłownie wszystko emanowało szczęściem. Ludzie byli uśmiechnięci, tak po prostu, a to po tylu miesiącach oglądania zmartwionych ludzi, było dla jej duszy prawdziwym ukojeniem. Co więc trzymało ją w tych ciasnych ścianach pokoju? Co kazało przebywać w dusznym od starych spraw i zmartwień pomieszczeniu?

Weronika nie wychodziła bo nie czuła się na siłach, by znów udawać szczęśliwą… Całą zimę spędziła na rozśmieszaniu misia, podtrzymywaniu na duchu poduszkę czy firanę. Całe miesiące doradzała komórce, a stojącej w rogu gitarze poprawiała nastrój regularnym strojeniem. Teraz chciała odpocząć. Pogoda ją zastąpi. Teraz, kiedy wiosna zajęła się pocieszaniem zmartwionych, spokojnie może być smutna. Wreszcie. Tak bardzo tego potrzebowała. Ileż można się uśmiechać… Usta jej już zdrętwiały. Ten niezdrowy szczękościsk denerwował ją za każdym razem, gdy patrzyła w lustro. Ale skończyło się. Jest teraz wolna. Dlatego nie wychodzi. Nie chce by to wiosenne powietrze otumaniło również ją.

Jest teraz jak taka deszczowa chmurka. Musi wylać z siebie cały żal, wypłakać, wyczyścić ze zmartwień, zrzucić ciężar tego nagromadzonego deszczu… a potem? Potem może hasać po niebie rozpromieniona, świeża, czyściutka. Potem. Nie teraz. Dajcie jej czas…

ɅV.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz