poniedziałek, 29 kwietnia 2013

[3] NOTES




by pheronike
Jej głowa była jedną wielką fabryką myśli. Wyrzucająca w powietrze tony brudnego dymu, całe kłęby przemyślanych spraw, syf nastoletniego umysłu zanieczyszczający mieszankę pierwiastków dających nam możliwość oddechu. Ona nie mogła oddychać, a przynajmniej nie tak swobodnie jak każdy zdrowy człowiek. Była długoletnim palaczem swoich snów, do jej wnętrza dostawał się dym spalonych mostów, po których nie chciała wracać, zniszczone wspomnienia, o których nie chciała nawet myśleć… To wszystko wracało z powrotem i osadzało się na wewnętrznych organach, które grały żałobny marsz na jej cześć. Umierała.. Agonalnie łapała długopis, jej e-papieros, który powstrzymywał jej głód nikotynowy… Ratował ją przed skrętem niepowodzeń, przed uzależniającą tęsknotą, dawał ukojenie, uspokajał, dodawał siły.

Czasami przez takie lawiny myśli nie potrafiła zasnąć. Siadała wtedy z podkrążonymi oczami i pisała, co jej tępy umysł wyprodukował w paradoksalnym stanie spoczynku. Nie było w tym ani logiki, ani wartościowej treści, jednak pisać musiała. Ręka sama chwytała długopis i bazgrała na kartce pochylone wyrazy. Grafomania i tyle. Takie choroby powinno się leczyć już w fazie rozwojowej, tak jak wszystkie uzależnienia. Nie wiem… może powinno się zabrać narzędzia, czy coś takiego… Może wtedy nigdy by się za to nie zabrała. Pozostałaby szarym tchnieniem życia w nędznym organizmie człowieka. O trzeciej w nocy spała by smacznie jak reszta miasta, zamiast tkwić z nosem w brulionie, bazgroląc marne przemyślenia.

Tyle, że ją to ratowało. Odrywało od błędnej mary dnia, od zarazków ludzkiej głupoty, od znieczulicy… Raz na jakiś czas szła zapalić, zazwyczaj nocą, by do rana wszystko wywietrzało. Brała zapalniczkę i podpalała jednego białego papierosa. Paliła. Paliła smutki, tęsknoty, problemy i chociaż nigdy nie miała w ręku prawdziwego skręta, czuła się jak oni… jak palacze. Zmęczeni życiem, uciekający od niedorzecznych spraw, zakręconych myśli, z którymi nie mogli sobie poradzić, a ona pisała…

Mimo tego, że namiętnie powtarzała sobie, jak beznadziejne jest to co robi, uświadamiała sobie tym samym, jak bardzo to lubi. Woli balansować na cienkiej granicy zdrowego rozsądku, spędzając noc na pisaniu, niż zamykać oczy na otaczający ją obraz, tak różny od tego za dnia, taki spokojny i cichy, wolny od krzyków ginącego świata. Wolałaby nawet spać za dnia, tylko po to by nacieszyć się chwilami oświetlonymi blaskiem gwiazd i pięknym obliczem księżyca, jednak czysto życiowe zadania nie pozwalają jej na takie wybryki.

Czy potrzebowała weny? Czasami, a ta zazwyczaj przychodziła wieczorami, jednak nie zawsze. Zdarzało się, że momentami pisała z przymusu. Oczywiście nikt nie budził jej w środku nocy i nie kazał rozpisywać wypracowań w zeszycie, bo to brzmi gorzej niż niedorzecznie, ale gdy np. chciała zachować sen (a wiadomo, jak ulotne są te sprawy) musiała natychmiast zabierać się do działania, by zapisać jak najwięcej szczegółów. Takim to sposobem psuła sobie wzrok prawie każdej nocy.

Choć postanawiała sobie wiele razy, że postara się pisać nim zajdzie słońce, każde z jej postanowień na starcie odnosiło potężną klęskę. Nie potrafiła robić czegoś wbrew sobie, mogła jedynie zrobić coś na swoją szkodę. Była niewyspana, zmęczona, wyglądała jak żywy trup, a przekrwione oczy ledwo rozpoznawały dawno już poznane twarze… wszystko za cenę tej nonsensownej, nocnej pisaniny… Wszystko za cenę wypalenia papierosa…

Tej nocy pisała właśnie o postanowieniach. Gdyby prowadziła jakiś zeszyt z wszystkimi swoimi planami i deklaracjami, miałaby idealny dowód na swoją niesłowność wobec siebie samej. Dwa lata temu miała zrobić album ze zdjęciami, od któregoś tam stycznia miała ograniczyć słodycze, a od „wczoraj” miała posprzątać szafę… lista jest długa. Niestety.

Postanowiła też, że nie będzie kochać nikogo spoza rodziny. Nikogo nie obdarzy uczuciem silniejszym niż przyjaźń, ale to oświadczenie również podupadło. Nie da się. Po prostu się nie da. Owszem próbowała, dlatego dzisiaj czuła wewnętrzną pustkę, bo na chwilę wyzbyła się wszelkich wspomnień, emocji i myśli. Jedynie na chwile puściła z dymem jego zdjęcie, tak skrycie trzymane w ostatniej szufladzie umysłu… Lecz znów zrobiła wdech.. cały dym trafił znów do jej wnętrza i na zawsze już zapisał się w nuty jej organów wewnętrznych.

ɅV.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz