![]() |
| by pheronike |
Jej
głowa była jedną wielką fabryką myśli. Wyrzucająca w powietrze tony brudnego
dymu, całe kłęby przemyślanych spraw, syf nastoletniego umysłu
zanieczyszczający mieszankę pierwiastków dających nam możliwość oddechu. Ona
nie mogła oddychać, a przynajmniej nie tak swobodnie jak każdy zdrowy człowiek.
Była długoletnim palaczem swoich snów, do jej wnętrza dostawał się dym
spalonych mostów, po których nie chciała wracać, zniszczone wspomnienia, o
których nie chciała nawet myśleć… To wszystko wracało z powrotem i osadzało się
na wewnętrznych organach, które grały żałobny marsz na jej cześć. Umierała..
Agonalnie łapała długopis, jej e-papieros, który powstrzymywał jej głód
nikotynowy… Ratował ją przed skrętem niepowodzeń, przed uzależniającą tęsknotą,
dawał ukojenie, uspokajał, dodawał siły.
Czasami
przez takie lawiny myśli nie potrafiła zasnąć. Siadała wtedy z podkrążonymi
oczami i pisała, co jej tępy umysł wyprodukował w paradoksalnym stanie
spoczynku. Nie było w tym ani logiki, ani wartościowej treści, jednak pisać
musiała. Ręka sama chwytała długopis i bazgrała na kartce pochylone wyrazy.
Grafomania i tyle. Takie choroby powinno się leczyć już w fazie rozwojowej, tak
jak wszystkie uzależnienia. Nie wiem… może powinno się zabrać narzędzia, czy coś
takiego… Może wtedy nigdy by się za to nie zabrała. Pozostałaby szarym
tchnieniem życia w nędznym organizmie człowieka. O trzeciej w nocy spała by
smacznie jak reszta miasta, zamiast tkwić z nosem w brulionie, bazgroląc marne
przemyślenia.
Tyle,
że ją to ratowało. Odrywało od błędnej mary dnia, od zarazków ludzkiej głupoty,
od znieczulicy… Raz na jakiś czas szła zapalić, zazwyczaj nocą, by do rana
wszystko wywietrzało. Brała zapalniczkę i podpalała jednego białego papierosa.
Paliła. Paliła smutki, tęsknoty, problemy i chociaż nigdy nie miała w ręku
prawdziwego skręta, czuła się jak oni… jak palacze. Zmęczeni życiem, uciekający
od niedorzecznych spraw, zakręconych myśli, z którymi nie mogli sobie poradzić,
a ona pisała…
Mimo
tego, że namiętnie powtarzała sobie, jak beznadziejne jest to co robi,
uświadamiała sobie tym samym, jak bardzo to lubi. Woli balansować na cienkiej
granicy zdrowego rozsądku, spędzając noc na pisaniu, niż zamykać oczy na
otaczający ją obraz, tak różny od tego za dnia, taki spokojny i cichy, wolny od
krzyków ginącego świata. Wolałaby nawet spać za dnia, tylko po to by nacieszyć
się chwilami oświetlonymi blaskiem gwiazd i pięknym obliczem księżyca, jednak
czysto życiowe zadania nie pozwalają jej na takie wybryki.
Czy
potrzebowała weny? Czasami, a ta zazwyczaj przychodziła wieczorami, jednak nie
zawsze. Zdarzało się, że momentami pisała z przymusu. Oczywiście nikt nie
budził jej w środku nocy i nie kazał rozpisywać wypracowań w zeszycie, bo to
brzmi gorzej niż niedorzecznie, ale gdy np. chciała zachować sen (a wiadomo,
jak ulotne są te sprawy) musiała natychmiast zabierać się do działania, by
zapisać jak najwięcej szczegółów. Takim to sposobem psuła sobie wzrok prawie
każdej nocy.
Choć
postanawiała sobie wiele razy, że postara się pisać nim zajdzie słońce, każde z
jej postanowień na starcie odnosiło potężną klęskę. Nie potrafiła robić czegoś
wbrew sobie, mogła jedynie zrobić coś na swoją szkodę. Była niewyspana,
zmęczona, wyglądała jak żywy trup, a przekrwione oczy ledwo rozpoznawały dawno
już poznane twarze… wszystko za cenę tej nonsensownej, nocnej pisaniny…
Wszystko za cenę wypalenia papierosa…
Tej
nocy pisała właśnie o postanowieniach. Gdyby prowadziła jakiś zeszyt z
wszystkimi swoimi planami i deklaracjami, miałaby idealny dowód na swoją
niesłowność wobec siebie samej. Dwa lata temu miała zrobić album ze zdjęciami,
od któregoś tam stycznia miała ograniczyć słodycze, a od „wczoraj” miała
posprzątać szafę… lista jest długa. Niestety.
Postanowiła
też, że nie będzie kochać nikogo spoza rodziny. Nikogo nie obdarzy uczuciem
silniejszym niż przyjaźń, ale to oświadczenie również podupadło. Nie da się. Po
prostu się nie da. Owszem próbowała, dlatego dzisiaj czuła wewnętrzną pustkę,
bo na chwilę wyzbyła się wszelkich wspomnień, emocji i myśli. Jedynie na chwile
puściła z dymem jego zdjęcie, tak skrycie trzymane w ostatniej szufladzie
umysłu… Lecz znów zrobiła wdech.. cały dym trafił znów do jej wnętrza i na
zawsze już zapisał się w nuty jej organów wewnętrznych.
ɅV.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz