niedziela, 28 kwietnia 2013

[2] PODUSZKA

by pheronike


Wskazówka zegara przesunęła się o kolejną minutę, dając świadectwo nie ubłagalnie mijającego czasu. Weronika leżała już od jakiegoś czasu w bezruchu i pustym wzrokiem wpatrywała się w biel sufitu. Co chwilę brała głęboki wdech stęchłym od niepotrzebnych myśli powietrzem i wydychała z siebie kolejne smutki. Było strasznie duszno. W takiej pozbawionej sensu zadumie tkwiła jeszcze przez chwilę, aż do momentu, gdy po jej policzkach potoczyła się pierwsza łza. Okrąglutka i błyszcząca jak perełka spadała prosto na pościel.

Odwróciła twarz, by czasem jej mały rudobrązowy miś nie zobaczył tego niepodobnego do niej wybuchu emocji, ale wkrótce cały pokój mógł obserwować jej drgawki i krótkie łapanie oddechów. Cały żal wypłynął z niej ogromnym strumieniem i plamił białą, miękką pościel swoim brudnym smutkiem. Mama ją zabije, pościel znów była do prania.

Nie, nie… Koniec z praniem. Nigdy więcej. Ostatnim razem oddała do pralni mózg i żadnych korzyści z tego nie miała. Paskudztwo. Takie rzeczy powinny być nielegalne. Pralnie umysłów, licytacje ciała, koncerty nerwów, handel uczuciami czy sklep serc używanych. Kto normalny by to zniósł? Bo na pewno nie ona. Nie Weronika, a przynajmniej nie ta część jej osoby, która wypłakiwała się teraz w poduszkę.

Może ta druga, roześmiana, chętna do pomocy dziewczyna zniosłaby takowe usługi. Zniosłaby chęć manipulacji umysłami, zniosłaby kpinę z ciała, zniosłaby nacisk i presję społeczeństwa i zniosłaby równie dzielnie tą sprzedaż uczuć. Może i by sprostała tym wymogom „prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie”.

Natomiast ten skrawek jej ciała zmasakrowanego przez ciosy losu, nigdy, przenigdy nie pogodzi się z takim biegiem świata. Ta druga część zawsze będzie zbyt powolna by dogonić marzenia, zbyt ciężka, by pozwolić na uniesienie i zbyt wiotka, by nie dać się zgiąć. Ta druga część jej samej pokładała nadzieję w każdym człowieku, nawet w tym całkowicie beznadziejnym. Czemu więc inni nie potrafili uwierzyć w nią? 

Poduszka przybrała teraz funkcję gąbki i chłonęła wszystko, co potokiem łez wylewało się z serca Weroniki. Nie chciała już narzekać, że dziewczyna ściska ją za mocno, że wilgoć źle wpływa na materiał, z którego jest wykonana i że jak tak dalej pójdzie to się jeszcze ta Wercia odwodni. Zamiast tego, przytuliła biedulkę do siebie, starała się otrzeć łzy i choć brakowało jej słów, trwała przy niej.

Weronika nie mogła docenić starań poduszki, ale ta wcale nie zrezygnowała. Tuliła się dalej. Czekała na kolejne wskazówki, jak może pomóc roztrzęsionej dziewczynie, która teraz wyjęła ją spod głowy i trzymała w mocnym uścisku. Poduszka była tak blisko jej serca, że mogła usłyszeć każdy nawet najcieńszy rytmiczny dźwięk tej nadzwyczajnej maszyny. Wtem coś ją natchnęło. Wreszcie otworzyły jej się uszy i usłyszała. Nie to, co chciała usłyszeć, lecz to co prawdziwe i należące do Weroniki.

Dziewczyna odłożyła ją na kaloryfer by w cieple troszeczkę wyschła, jednak odsunięcie nie wybiło poduszki z rytmu. Szepnęła siedzącemu na parapecie misiowi, ten zaś przekazał wiadomość lampce nocnej. Ta zaś zamrugała do ładowarki, a ona powiedziała wszystko komórce Werci. Problemów z tym było mnóstwo, bo był to w końcu głuchy telefon i ładowarka nieźle musiała się nawrzeszczeć, żeby Samsung rozumiał sprawę. Słuszną sprawę, bo zrobili to wszyscy dla dobra dziewczyny. Sam’ puścił sygnał. Wyraźny impuls, prosto do  leżącej kilkanaście kilometrów dalej Nokii…

Weronika z ogromną beznadziejnością  w sercu schowała się głęboko pod pierzynę, tak jak zwykła była chować swoje wszelkie uczucia. Popłakała, ponarzekała. Teraz czas na sen i od rana powtórka spektaklu odgrywanego dzień w dzień tak samo. Przymknęła mokre jeszcze powieki i starała się nie myśleć.Przeszkodziły jej wibracje telefonu. Zrezygnowanym ruchem ręki sięgnęła po Sam’a i ku jej zdziwieniu dostała wiadomość.

„Przyśniłaś mi się, a ja głupi się obudziłem. Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo nie chcę o Tobie śnić, tylko chcę żyć z Tobą, jak we śnie.”

Z oka wypłynęła jedna, błyszcząca łza. Poduszka, misiu, lampka, ładowarka i telefon odetchnęli z ulgą. To była ta odrobina radości. Bo jak to powiedział K.H. Waggerl, jest tylko jedno lekarstwo na duże kłopoty , a są nimi małe radości.
ɅV.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz