![]() |
| by pheronike |
Wskazówka
zegara przesunęła się o kolejną minutę, dając świadectwo nie ubłagalnie
mijającego czasu. Weronika leżała już od jakiegoś czasu w bezruchu i pustym
wzrokiem wpatrywała się w biel sufitu. Co chwilę brała głęboki wdech stęchłym
od niepotrzebnych myśli powietrzem i wydychała z siebie kolejne smutki. Było
strasznie duszno. W takiej pozbawionej sensu zadumie tkwiła jeszcze przez
chwilę, aż do momentu, gdy po jej policzkach potoczyła się pierwsza łza.
Okrąglutka i błyszcząca jak perełka spadała prosto na pościel.
Odwróciła
twarz, by czasem jej mały rudobrązowy miś nie zobaczył tego niepodobnego do
niej wybuchu emocji, ale wkrótce cały pokój mógł obserwować jej drgawki i
krótkie łapanie oddechów. Cały żal wypłynął z niej ogromnym strumieniem i
plamił białą, miękką pościel swoim brudnym smutkiem. Mama ją zabije, pościel
znów była do prania.
Nie,
nie… Koniec z praniem. Nigdy więcej. Ostatnim razem oddała do pralni mózg i
żadnych korzyści z tego nie miała. Paskudztwo. Takie rzeczy powinny być
nielegalne. Pralnie umysłów, licytacje ciała, koncerty nerwów, handel uczuciami
czy sklep serc używanych. Kto normalny by to zniósł? Bo na pewno nie ona. Nie
Weronika, a przynajmniej nie ta część jej osoby, która wypłakiwała się teraz w
poduszkę.
Może
ta druga, roześmiana, chętna do pomocy dziewczyna zniosłaby takowe usługi.
Zniosłaby chęć manipulacji umysłami, zniosłaby kpinę z ciała, zniosłaby nacisk
i presję społeczeństwa i zniosłaby równie dzielnie tą sprzedaż uczuć. Może i by
sprostała tym wymogom „prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie”.
Natomiast
ten skrawek jej ciała zmasakrowanego przez ciosy losu, nigdy, przenigdy nie
pogodzi się z takim biegiem świata. Ta druga część zawsze będzie zbyt powolna
by dogonić marzenia, zbyt ciężka, by pozwolić na uniesienie i zbyt wiotka, by
nie dać się zgiąć. Ta druga część jej samej pokładała nadzieję w każdym
człowieku, nawet w tym całkowicie beznadziejnym. Czemu więc inni nie potrafili
uwierzyć w nią?
Poduszka
przybrała teraz funkcję gąbki i chłonęła wszystko, co potokiem łez wylewało się
z serca Weroniki. Nie chciała już narzekać, że dziewczyna ściska ją za mocno,
że wilgoć źle wpływa na materiał, z którego jest wykonana i że jak tak dalej
pójdzie to się jeszcze ta Wercia odwodni. Zamiast tego, przytuliła biedulkę do
siebie, starała się otrzeć łzy i choć brakowało jej słów, trwała przy niej.
Weronika
nie mogła docenić starań poduszki, ale ta wcale nie zrezygnowała. Tuliła się
dalej. Czekała na kolejne wskazówki, jak może pomóc roztrzęsionej dziewczynie,
która teraz wyjęła ją spod głowy i trzymała w mocnym uścisku. Poduszka była tak
blisko jej serca, że mogła usłyszeć każdy nawet najcieńszy rytmiczny dźwięk tej
nadzwyczajnej maszyny. Wtem coś ją natchnęło. Wreszcie otworzyły jej się uszy i
usłyszała. Nie to, co chciała usłyszeć, lecz to co prawdziwe i należące do
Weroniki.
Dziewczyna
odłożyła ją na kaloryfer by w cieple troszeczkę wyschła, jednak odsunięcie nie
wybiło poduszki z rytmu. Szepnęła siedzącemu na parapecie misiowi, ten zaś
przekazał wiadomość lampce nocnej. Ta zaś zamrugała do ładowarki, a ona
powiedziała wszystko komórce Werci. Problemów z tym było mnóstwo, bo był to w
końcu głuchy telefon i ładowarka nieźle musiała się nawrzeszczeć, żeby Samsung
rozumiał sprawę. Słuszną sprawę, bo zrobili to wszyscy dla dobra dziewczyny.
Sam’ puścił sygnał. Wyraźny impuls, prosto do
leżącej kilkanaście kilometrów dalej Nokii…
Weronika
z ogromną beznadziejnością w sercu
schowała się głęboko pod pierzynę, tak jak zwykła była chować swoje wszelkie
uczucia. Popłakała, ponarzekała. Teraz czas na sen i od rana powtórka spektaklu
odgrywanego dzień w dzień tak samo. Przymknęła mokre jeszcze powieki i starała
się nie myśleć.Przeszkodziły jej wibracje telefonu. Zrezygnowanym ruchem ręki
sięgnęła po Sam’a i ku jej zdziwieniu dostała wiadomość.
„Przyśniłaś
mi się, a ja głupi się obudziłem. Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo nie
chcę o Tobie śnić, tylko chcę żyć z Tobą, jak we śnie.”
Z
oka wypłynęła jedna, błyszcząca łza. Poduszka, misiu, lampka, ładowarka i
telefon odetchnęli z ulgą. To była ta odrobina radości. Bo jak to powiedział K.H.
Waggerl, jest tylko jedno lekarstwo na duże kłopoty , a są nimi małe radości.
ɅV.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz